Tomasz Stańko, Rafał Księżyk – Desperado

Z jasności w ciemność i z powrotem

0

Tysiące twarzy, setki miraży. To człowiek tworzy metamorfozy. W taki sposób mógłbym w jednym (nie swoim zresztą) zdaniu streścić wywiad-rzekę z Tomaszem Stańko. Korowód postaci, zalew technicznego żargonu, encyklopedycznej wiedzy, a to wszystko podlane ekscytującym sosem artystycznej bohemy snującej się w oparach alkoholu i innych środków odurzających. Ot, życie jazzmana. Ktoś ma ochotę

Seks, prochy i jazz

Może to powiedzenie jest bardziej znane w wersji z rockandroll’em, ba, sam do tej pory nie miałem powodu, aby to podważać. Stańko przekonał mnie jednak, że środowisko muzyków jazzowych również ma na tym polu niebagatelne osiągnięcia. Sam Stańko mógłby śmiało stanąć w szranki z Jaggerem i Richardsem i wcale nie stałby na straconej pozycji. Te kilka lat na karku różnicy nie robi. Nie wśród takich zawodników.

Chociaż tego typu epizody z życia muzyka nie są istotą książki, to jednak bez nich nie dotrwałbym chyba do jej końca. Tak, pewnie znaczy to, że jestem prostym, prymitywnym człowiekiem, ale nic nie poradzę. Lubię takie “momenty”.

Szczególnie że jestem jazzowym analfabetą. Może i znam takie nazwiska jak Miles, czy Coltrane. Widziałem “Whiplash” i “La la land”, ale tak naprawdę z tym gatunkiem muzyki nie miałem do tej pory do czynienia. Z wiekiem następuje jednak zmiana i szukam punktu zaczepienia, punktów wejścia w ten świat, który w zadziwiający sposób mnie fascynuje.

Kiedy Stańko opowiada o niuansach swojej gry oraz towarzyszących mu muzykach, odnoszę wrażenie, jakby zapraszał mnie do swojej prywatnej rzeczywistości. Tak odrębnej od tego, co znam, jak to tylko możliwe.

Nie zmienia to faktu, że brnięcie przez dziesiątki stron wypełnionych nazwiskami, tytułami płyt, wspomnieniami pojedynczych koncertów i nagrań, było trudne. W pewnym momencie poczułem, jakbym studiował książkę telefoniczną sprzężoną z encyklopedią powszechną i atlasem świata.

Na szczęście co jakiś czas trafiałem na coś, co kazało mu szukać dalej. Sprawdzić na własne uszy jak brzmi to, o czym z taką pasją Stańko opowiada (jak dobrze, że jest Spotify!). To jeden z największych atutów tej książki.

A co ze wspomnianymi przeze mnie pikantnymi momentami? Są konieczne, aby złapać chwilę oddechu i wytchnienia do natłoku informacji.

Sens życia według Desperado

Nie wiem, czy wynika to z ilości używek, jakie w swoim życiu przyjął Pan Tomasz, czy może z racji swojego wieku i idącego za nim doświadczenia, ale sporo czasu poświęca rozważaniom o życiu jako takim. Jak je postrzega, jak stawia mu czoło i co jego zdaniem jest ważne. Czy warto go słuchać? Oczywiście. Czy bezkrytycznie przyjmować jego słowa? Jasne, że nie.

Nie mniej warto czasem spojrzeć na świat oczami kogoś, kto żyje sztuką. Po co? Aby przekonać się, że pod fasadą efektownego (być może) i beztroskiego (wręcz przeciwnie) życia, kryje się twardy kawałek chleba. Nagrodą za wytrwałość jest szersze, bardziej kompletne spojrzenie na świat, ale jak sam muzyk mówi:

“Ludzi o talencie artystycznym jest na świecie niezwykle wielu. Ale ciężko się przebić. Jak przychodzi chwila słabości, to się mówi: “A chuj! Nie dam rady tego ciągnąć”. A tu niee! Zacisnąć zęby, urżnąć ucho jak van Gogh, a nie rezygnować. Ciągnąć kurwa! Bo to jest najtrudniejsze. Żeby to przetrzymać, potrzebna jest pewnego rodzaju żywotność. Ja to tak nazywam. Żywotność. Wydaje mi się, że to iskra boża, charyzma. Rodzaj konsekwencji i uporu, że człowiek nie zrezygnuje ze swego.”

Mówiąc kolokwialnie – trzeba zapierdalać. Nie ma wyjścia, nie ma co się obrażać. Po prostu nie ma nic za darmo. Jeśli chcesz coś osiągnąć, to musisz się temu poświęcić całkowicie. W przeciwnym razie będziesz co najwyżej jednym z wielu pogrążonych w przeciętności “zdolnych, ale leniwych”. Może i świat ich potrzebuje, ale odpowiedz sobie, czy mając świadomość, że możesz osiągnąć więcej, nie warto zrobić wszystkiego, aby to zdobyć? Nie patrzeć na niebezpieczeństwa, trudy i przeciwności, lecz uparcie podążać w wyznaczonym kierunku.

Zabrzmiało Grzesiakiem? Cóż, może drań też ma czasem rację.

Rytm życia

Zakończę jeszcze jednym cytatem z “Desperado”, a właściwie z “Białych braci” Michała Choromańskiego. Cytat ten przywołuje Rafał Księżyk, prowadzący ten wywiad-rzekę. Oto i on:

“Istnieje na ziemi rytm, któremu podlegamy, i tylko jego wyczucie zapewnia nam w życiu powodzenie. Żeby móc doznać szczęścia, trzeba bezsprzecznie być muzykalnym. Tak zwane stracone życie przypomina taniec człowieka poruszającego się nie do taktu.”

Warto przetańczyć swoje życie. W końcu mamy tylko jedno, prawda?

Źródło zdjęcia: tomaszstanko.com