Niełatwo jest być Żydem

Elisabeth Åsbrink - W lesie wiedeńskim wciąż szumią drzewa

0

Nie jest łatwo być Żydem. Nawet teraz, a co dopiero w pierwszej połowie XX wieku, kiedy zapadła decyzja o całkowitej eksterminacji tego narodu? Jak pisać o tym, co dla wielu wciąż jest niewyobrażalne? Jak nie popaść w banał i nie zanudzić współczesnego czytelnika faktami i liczbami? Elisabeth Åsbrink, zdaje się, znalazła na to sposób.

Słysząc hasło Żydzi, Oświęcim, obóz, Holokaust, prawdopodobnie przed oczami masz dobrze znane obrazy. Cierpienie. Głód. Precyzyjnie zaplanowane ludobójstwo na niespotykaną skalę. Tragedia, jakiej świat prawdopodobnie jeszcze nie widział i miejmy nadzieję, że już nie zobaczy. Zgadłem? A jaka była ta druga myśl, która pojawiła się w twojej głowie? Znowu ci Żydzi. Ileż można wałkować ten sam temat? Przecież wszystko już zostało w tej kwestii powiedziane. Po co kolejny raz do tego wracać? Czy nie lepiej zostawić już przeszłości w spokoju i żyć dalej?

Ta sama historia, ale inaczej

Też tak pomyślałem, kiedy pierwszy raz usłyszałem o książce “W lesie wiedeńskim wciąż szumią drzewa“. Tym razem jednak historia wzbogacona została o pewien nieznany mi wcześniej aspekt. Zapowiedź na okładce w dużej mierze odwołuje się do przyjaźni między żydowskim chłopcem o imieniu Otto, a Ingvarem Kampradem. Co w tym niezwykłego? Jegomość jest najbogatszym obecnie Szwedem, założycielem Ikei, a w czasach swojej młodości mocno zaangażowanym nazistą. Brzmi interesująco? Też tak pomyślałem i przy pierwszej nadarzającej się okazji zakupiłem e-booka (przypominam o blogu Świat Czytników, gdzie znajdziesz najlepsze okazje na elektroniczne książki) i zabrałem się do lektury.

I tutaj kolejne zaskoczenie. Książka okazała się czymś innym, niż się spodziewałem. Nie Ikea jest bowiem głównym jej tematem. Nie jest to również biografia w stylu opowieści o życiu Steve’a Jobsa, z której dowiemy się pikantnych szczegółów z życia założyciela tego meblarskiego koncernu.

O czym w takim razie przeczytasz, jeśli sięgniesz po tę książkę? O codzienności w świecie tuż przed, w trakcie i już po zakończeniu drugiej wojny światowej. O świecie, który autorka pieczołowicie rekonstruuje, głównie na podstawie 500 listów wysłanych przez rodziców wspomnianego wcześniej Otto. Chłopiec został uratowany z Wiednia i wysłany do Szwecji. Jego rodzice nie mieli tyle szczęścia. Musieli zostać w stolicy Austrii, która stopniowo stawała się dla nich piekłem na ziemi.

Z piekłem tym próbowali sobie radzić w jedyny sobie dostępny sposób. Codziennie pisali listy do ukochanego syna i z niecierpliwością wyczekiwali wieści od niego. Próbowali zaczarować otaczającą ich rzeczywistość. Pisali o codzienności. O tym, że są zdrowi. Wypytywali syna o wszelkie szczegóły. Chwytali te okruchy normalnego życia, aby mieć siłę na stawienie czoła światu, który od normalności był coraz bardziej odległy. Z każdym dniem mieli coraz mniej praw. Pozbawieni pracy, możliwości pojawiania się w miejscach publicznych zarezerwowanych dla aryjczyków, a przede wszystkim pozbawieni nadziei na ratunek. Pętla wokół nich zaciskała się coraz bardziej, a oni nie mogli nic zrobić.

Także pozornie neutralna Szwecja nie okazała się rajem na ziemi. Antysemityzm i tam był bardzo silny. Do tego stopnia, że większe szanse na wpuszczenie do kraju miały osoby pozbawione bądź wyzbywające się wszelkich ambicji. Wykształcony lekarz nie miał praktycznie szans na wizę. Pomoc domowa albo parobek – owszem. Hasło “żydowskiego zagrożenia” trafiło tam na bardzo podatny grunt. Wolano więc zamknąć granice niż wystawić się na potencjalne ryzyko.

Prawda boli, ale może Cię wyzwolić

Autorka jest bezwzględna. Wymienia fakty, publikacje z prasy, oficjalne przemówienia, listy zwykłych ludzi, a obraz, jaki się wyłania, jest naprawdę przejmujący. Bez szczegółowego opisu komór gazowych, obozów koncentracyjnych i masowych grobów udało się Asbrink oddać grozę tamtych lat. Łatwiej zrozumieć tragedię jednostki niż śmierć milionów, a w dziejach Otto jak w soczewce skupiają się życiorysy bezimiennych rzesz ludzkich.

Ludzie ludziom zgotowali ten los. Reszta biernie się temu przyglądała. Tylko nieliczni pomogli.

w_lesie-wiedenskim

Werdykt: Nie przechodź obojętnie.